kreska na nosie przed śmiercią
2 sierpnia 2019 roku pojawiły się szokujące informacje. Właśnie wtedy w warszawskim areszcie zmarł Dawid "Cygan" Kostecki, jeden z popularniejszych polskich pięściarzy.
Tanatofobia — lęk przed śmiercią nie jest objawem umierania, ale może mu towarzyszyć. Chory nie tylko cierpi fizycznie, ale przede wszystkim coraz bardziej cierpi psychicznie. Napady paniki, przyspieszone tętno i czarne wizje w połączeniu z niemocą fizyczną są prawdziwymi katuszami. Jeśli chory jest osobą wierzącą, warto by
Pielęgniarka opowiada, co pacjenci hospicjum widzą przed śmiercią. "To pocieszające". Czy jest to strach przed nieznanym, obawa przed pojawieniem się nieznośnego bólu, czy niepokój, że już na zawsze znikamy z tego świata – perspektywa śmierci może być przerażająca. Pracująca w hospicjum pielęgniarka zaproponowała nieco
Na kilka godzin przed śmiercią aktywność ogranicza się już tylko do obrębu łóżka, poprawiania kołdry, sięgania po komórkę, układania poduszki, szukania wygodnej pozycji. Spojrzenie człowieka staje się nieobecne, czasami wzrok zawiesza się w niewiadomym, odległym punkcie. Oczy stają się szkliste.
Ava Pore Solution, krem na noc zwężający pory. Dzięki ekstraktowi z róży japońskiej, krem skutecznie zwęża pory. Połączenie go z witaminą B3 ogranicza z kolei wydzielanie sebum, rozjaśnia przebarwienia i poprawia elastyczność skóry. Warto dodać, że krem od Ava Pore Solution rewelacyjnie sprawdzi się także dla cery dojrzałej.
Dating 2 Months What To Expect.
Kontynuujemy temat wczesnych znamion śmierci, czyli zmian w organizmie występujących po zgonie człowieka, które pojawiają się z chwilą ustania krążenia. Warto mieć na uwadze, że znamiona pojawiają się w różnym czasie, jednak ich wspólną cechą jest fakt, że wykształcają się w pierwszych 12 godzinach po zgonie. Do wczesnych znamion śmierci należą: plamy opadowe (pośmiertne), stężenie pośmiertne, oziębienie, bladość, o plamach opadowych już powstał – dzisiaj zajmiemy się pozostałymi pośmiertneStężenie pośmiertne jest to stopniowe skrócenie i usztywnienie mięśni. Na początku po śmierci zwiotczeniu ulegają wszystkie mięśnie, zarówno gładkie, jak i prążkowane. Stężenie pośmiertne ma miejsce po śmierci i jest wynikiem zmian biochemicznych zachodzących w mięśniach, które można przyrównać do trwałego skurczu mięśni. Po śmierci organizm nie magazynuje energii w ATP, czyli adenozynotrójfosforanie co z kolei prowadzi do stopniowego, ale trwałego związania włókien mięśniowych – aktyny i miozyny. W wyniku tego procesu powstaje aktomiozyna – nierozciągliwe białko odpowiedzialne za usztywnienie skróconych stężenia pośmiertnego zależy od kilku czynników: masy mięśniowej, “aktywności” mięśniowej przed zgonem – ataku padaczki, porażenia prądem, wysiłku fizycznego, temperatury pośmiertne szybciej występuje w wyższych temperaturach oraz w sytuacji, gdy zgon był poprzedzony wysiłkiem fizycznym. Zaczyna się we wszystkich mięśniach w tym samym czasie, jednak zważywszy na różnice masy mięśniowej różnych grup mięśniowych obserwuje się je w różnym przedziale czasowym. I tak: po upływie 1 do 3 godzin po śmierci stężenie pośmiertne zajmuje mięśnie mimiczne twarzy, drobne mięśnie palców i rąk, w przypadku pozostałych partii mięśniowych, stężenie pośmiertne rozwija się w czasie 6-8 przełamiemy kończynę, czyli zegniemy ją na siłę pomimo tego, że wytworzyło się już stężenie pośmiertne, to rozwinie się ono ponownie, ale nie będzie już tak wyraźnie naszym ciele przeważają zginacze nad prostownikami, co wpływa na pozycje ciała po zgonie. Dlatego też, po śmierci obserwujemy: zgięcie kończyn w stawach łokciowych i kolanowych, zaciśnięcie palców rąk, wyprostowanie kończyn dolnych w biodrach, ułożenie stóp w pozycji pośmiertne mija najczęściej od drugiej doby, w kolejności powstawania, a jego ustępowanie jest zależne od temperatury otoczenia. Średnio mija od około 72 godziny od zgonu. Z kolei w temperaturze 5-15°C może utrzymywać się nawet przez tydzień, a w temperaturze poniżej 5°C nawet kilka pośmiertneOziębienie pośmiertne jest to pośmiertna utrata ciepła wynikająca z ustania procesów przemiany materii oraz wyrównywania temperatury zwłok do temperatury otoczenia. Do procesów wyrównujących temperaturę ciała do temperatury otoczenia, w którym znajdują się zwłoki należą: przewodzenie, konwekcja, promieniowanie, szybkość procesu oziębienia pośmiertnego zależy od wielu czynników, do których, należą: temperatura otoczenia, wilgotność środowiska, ruch powietrza, grubość tkanki tłuszczowej podskórnej, sposób oziębienia, rodzaj naszych warunkach klimatycznych wyrównanie temperatur trwa zazwyczaj od 16 do 20 godzin. Oczywiście odkryte części ciała szybciej są chłodne – z reguły po upływie około 1-2 godzin, pozostałe po 5 6-9 godzinach po śmierci temperatura w odbytnicy spada średnio około 1°C na godzinę. W kolejnych godzinach ten spadek jest wolniejszy. Jeżeli przyczyną zgonu był ciężki proces zapalny to w pierwszym okresie po zgonie można zaobserwować niewielki wzrost temperatury oziębienie pośmiertne ma znaczenie w określaniu czasu śmierci do około 12 godzin, gdy istnieje możliwość porównania temperatury na odkrytych i zakrytych częściach pośmiertnaBladość pośmiertna jest to skutek zatrzymania krążenia i opadania krwi do najniżej położonych części ciała. Najlepiej jest widoczna na granicy plam opadowych. Jej znakiem charakterystycznym jest szarawy lub woskowy pośmiertneWysychanie pośmiertne jest wynikiem parowania wody ze zwłok. Najszybciej wysycha rogówka (wypukła zewnętrzna warstwa gałki ocznej w jej przedniej części) przy niezamkniętych powiekach, która mętnieje już po 2-4 godzinach. Znakiem charakterystycznym wyschniętych spojówek są żółtawe plamy na powierzchniach bocznych gałki ocznej. Wysychanie pośmiertne najczęściej zachodzi w miejscach, które są pozbawione zrogowaciałego naskórka – jest bardzo dobrze widoczne w okolicy czerwieni wargowej, skrzydełek nosa oraz opuszek zjawisku wysychania pośmiertnego istnieje możliwość ujawnienia i opisania urazów, do których doszło na krótki czas przed zgonem – głównie otarć naskórka. Wysychanie pośmiertne występuje w postaci pergaminowatego stwardnienia i zmiany barwy na brązową, brązowo – brunatną lub ciemnobrunatną. Warto mieć na uwadze to, że zła interpretacja wysychania pośmiertnego może mieć poważne skutki, głównie prawne – takim przykładem jest, np. pasmowate wyschnięcie w fałdach skórnych szyi małych dzieci. Takie ślady mogą zostać uznane, jako ślady duszenia. Podobnym przypadkiem są brunatne lub sino-brunatne pasmowate ślady wysychania występujące w obrębie zmacerowanego naskórka moszny – te z kolei mogą być pomylone z mechanicznym urazem tej okolicy. Z kolei pośmiertne nadtrawienie naskórka i skóry przez żerujące owady wyglądające jak brunatne, brązowo-brunatne lub suche plamy mogą zostać zinterpretowane, jako skutek urazu mechanicznego. Jeżeli nie jest się do końca pewnym warto naciąć na zwłokach „wątpliwe” miejsce i potwierdzić (lub wykluczyć) że w ich obrębie znajdują się podbiegnięcia krwawe, które świadczą o zażyciowości doznania powstał na podstawie tomu drugiego “Kultury śmierci, kultury umierania” pod redakcją Andrzeja Guzowskiego, Elżbiety Krajewskiej – Kułak, Grzegorza Bejda. Rating: From 4 wait...
Święto Zmarłych jest dobrym momentem na podjęcie refleksji dotyczącej przemijania. Śmierć to jedyna pewna rzecz w naszym życiu. Dla wyznawców jednych religii jest końcem, a dla innych początkiem życia. Dlaczego więc tak bardzo się jej boimy? Odpowiedź jest prosta: ponieważ jej nie znamy. Czy faktycznie ostatnim obrazem, który zobaczymy będzie światło w tunelu? spis treści 1. Jak pacjenci wspominają śmierć? 2. Czy śmierć naprawdę można przewidzieć? 1. Jak pacjenci wspominają śmierć? Oczywiście, nie mamy możliwości, aby dowiedzieć się, co czuje umierający człowiek i jak wygląda sama śmierć. Możemy jedynie przypuszczać, jaki jest jej przebieg na podstawie opowieści osób, które otarły się o śmierć i nadal żyją. Zobacz film: "Depresja - przyczyny" Pierwszy raz badanie nt. wrażeń dotyczących śmierci opublikował magazyn Resuscitation. Zostały one oparte na doświadczeniach 2 tysięcy osób pochodzących z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Australii, u których stwierdzono zatrzymanie akcji serca. Naukowcy podsumowali, że aż 39 proc. osób, które "przeżyło śmierć”, nie pamięta zupełnie nic z tego, co działo się wtedy w ich organizmach i umysłach. 46 proc. deklarowało, że myślało o swoich bliskich i o chwilach tuż przed zdarzeniem. 9 proc. potrafiło w dokładny i precyzyjny sposób opisać to, co się działo i co myśleli, a 2 proc. stwierdziło, że doświadczyło sytuacji, w której byli poza swoim ciałem, mogli stanąć obok i na nie patrzeć. Często zakłada się, że to, co widzi pacjent na chwilę przed ustaniem lub zaraz po wznowieniu akcji serca to halucynacje wywołane przez leki lub niedotlenienie. Badania te wykazały jednak, że pacjent pamiętał nawet to, co działo się w momencie zatrzymania serca. 2. Czy śmierć naprawdę można przewidzieć? Znane są też teorie mówiące o tym, że można rozpoznać czyjąś zbliżającą się śmierć. Mowa tutaj o śmierci dotykającej zazwyczaj starsze osoby i tych, którzy cierpią na śmiertelne choroby. Lekarze twierdzą, że organizm ludzki wysyła konkretne sygnały zwiastujące śmierć. Od razu daje się zauważyć fakt, że osoba taka jest nienaturalnie spokojna, przestaje interesować ją rzeczywistość, a za to coraz częściej wspomina przeszłość i zachowuje się irracjonalnie. Czasami może zdarzyć się odwrotnie, osoba będzie miała mnóstwo energii, jednak ciało nie będzie w stanie sprostać wymaganiom umysłu. Zaobserwować można też spadek temperatury, senność, zmęczenie, nieregularny oddech i bicie serca. Internet pełen jest też historii osób, których bliscy na kilka dni lub godzin wcześniej wiedzieli, że umrą, chociaż nic na to nie wskazywało. Załatwiali swoje sprawy, żegnali się ze znajomymi i rodziną, a często nawet ubierali się w wyjściowe ubrania, aby nikt nie znalazł ich w koszuli nocnej. I umierali. We śnie, w wypadku samochodowym czy na ulicy. Jak to wytłumaczyć? Nie wiadomo. Często też mówi się, że sny zwiastują śmierć. Śnić się może wypadek samochodowy, czarna dziura, albo czarna kawa, a doświadczeni w tej materii ludzie uważają, że należy spodziewać się wtedy telefonu od rodziny lub znajomych z przykrą wiadomością. Oczywiście nie zawsze złe przeczucia się potwierdzają. Nie można też wpadać w paranoję, bo tego typu przypadki nie zostały potwierdzone racjonalnie ani naukowo. Faktem jest jednak to, że temat śmierci skrywa przed nami jeszcze wiele zagadek, które prawdopodobnie nigdy nie zostaną rozwiązane. Skorzystaj z usług medycznych bez kolejek. Umów wizytę u specjalisty z e-receptą i e-zwolnieniem lub badanie na abcZdrowie Znajdź lekarza. polecamy
kotekk0100 Dołączył: 2014-05-28 Miasto: warszawa Liczba postów: 20 28 maja 2014, 08:21 Mam takie nietypowe pytanie orientujecie sie moze jak wyglada przedsmiertna bruzda na nosie ? w ktorym miejscu sie znajduje jest poprzek czy w zdluz ? i jaki ma kolor ? Jest tu ktos kto sie zna na takich rzeczach? Edytowany przez kotekk0100 28 maja 2014, 08:22 Dołączył: 2007-11-08 Miasto: B Liczba postów: 11276 28 maja 2014, 08:26 Google nie gryzie, serio : Artykuł kotekk0100 Dołączył: 2014-05-28 Miasto: warszawa Liczba postów: 20 28 maja 2014, 08:32 Google nie gryzie, serio : Artykułspoko bruzd moze byc wiele np zmarszczki ja nadal nie wiem jaki ona ma kolor i czy sie rozni od zwyklej zmarszczki? Dołączył: 2007-11-08 Miasto: B Liczba postów: 11276 28 maja 2014, 08:38 kotekk0100 napisał(a):FabriFibra napisał(a):Google nie gryzie, serio : Artykułspoko bruzd moze byc wiele np zmarszczki ja nadal nie wiem jaki ona ma kolor i czy sie rozni od zwyklej zmarszczki?A to dlatego, że nie umiesz czytać:Zdecydowanie wyostrzają się rysy. Szczególnie nos, na jego środku pojawia się podłużne zagłębienie. Edytowany przez FabriFibra 28 maja 2014, 08:38 kotekk0100 Dołączył: 2014-05-28 Miasto: warszawa Liczba postów: 20 28 maja 2014, 08:43 szczegolnie nos na srodku pojawia sie podluzne zaglebienie ...spoko umiem czytac ale z opisu przypomina to zwykla zmarszczke Dołączył: 2007-11-08 Miasto: B Liczba postów: 11276 28 maja 2014, 08:46 ehhhh, poddaję się :( Dołączył: 2009-05-18 Miasto: Rajskie Wyspy Liczba postów: 86172 28 maja 2014, 08:51 A co, wyszly Ci pierwsze zmarszczki i nie wiesz, czy to zmarszczki czy bruzdy przedsmiertne? kotekk0100 Dołączył: 2014-05-28 Miasto: warszawa Liczba postów: 20 28 maja 2014, 08:52 cancri napisał(a):A co, wyszly Ci pierwsze zmarszczki i nie wiesz, czy to zmarszczki czy bruzdy przedsmiertne?ja czy ja musze tlumaczyc po co mi to? mam 87 letnia babcie . Dołączył: 2009-05-18 Miasto: Rajskie Wyspy Liczba postów: 86172 28 maja 2014, 08:54 kotekk0100 napisał(a):cancri napisał(a):A co, wyszly Ci pierwsze zmarszczki i nie wiesz, czy to zmarszczki czy bruzdy przedsmiertne?ja czy ja musze tlumaczyc po co mi to? mam 87 letnia babcie .To jak jej wieszczysz smierc, to lepiej idz z nia do lekarza, a nie szukasz bzdur w internecie. kotekk0100 Dołączył: 2014-05-28 Miasto: warszawa Liczba postów: 20 28 maja 2014, 08:57 cancri napisał(a):kotekk0100 napisał(a):cancri napisał(a):A co, wyszly Ci pierwsze zmarszczki i nie wiesz, czy to zmarszczki czy bruzdy przedsmiertne?ja czy ja musze tlumaczyc po co mi to? mam 87 letnia babcie .To jak jej wieszczysz smierc, to lepiej idz z nia do lekarza, a nie szukasz bzdur w ja zmus zeby poszla ,jak ona nie chce od 2 lat nie chce do niego chodzic
Maria Mazurek Dr nauk medycznych Teresa Weber-Lipiec opowiada: - Umieranie może być piękne i poznawcze - dla chorego i rodziny. Od umierających nauczyłam się, jak dobrze żyć. Lekarka walczy z tabu, jakim w naszej kulturze jest śmierć. Opowiada nam, czego żałują umierający ludzie, czego najbardziej się boją i czy wiara w Boga te lęki łagodzi. Dr Teresa Weber, lekarz medycyny paliatywnej, anestezjolog: Zastanawiała się pani już nad swoją śmiercią? Wyłącznie abstrakcyjnie. Mam 30 lat. Nie szkodzi. Przeprowadziłam na tamtą stronę już tysiące pacjentów. W bardzo różnym wieku. Dla wielu z nich, i przede wszystkim dla ich rodzin, śmierć była zaskoczeniem. Bo my o niej nie rozmawiamy. Do tego stopnia, że jak już trzeba coś o niej powiedzieć, używamy słowa „odchodzenie”. To tabu. A przecież umieranie jest taką samą częścią życia jak narodziny. Każdego z nas to czeka. I to, że o umieraniu będziemy rozmawiać, tego nie przyspieszy. Przeciwnie - im mniej niedomówień, im mniej zakłamania i tabu wokół śmierci, tym mniejszy lęk przed tym, co nieuchronne. Tym umieranie bardziej oswojone. Więc zachęcam każdego, żeby usiadł z rodziną i porozmawiał: co zrobić, jeśli nadejdzie kres życia. Ma Pani na myśli kwestie materialno-prawno-spadkowe? Nie tylko. Również to, jak chcemy umierać. Sama mam spisany scenariusz swojej śmierci: lekarze, jeśli będę niewydolna krążeniowo czy oddechowo, mają mnie nie ratować na siłę, mają powstrzymać się od daremnej i uporczywej terapii. Nie chcę być jak roślina. Chcę umrzeć we śnie, spokojnie. Zresztą, jak wiele osób. Inni wolą przedłużać swoje życie - czy też raczej umieranie - za wszelką cenę. I też mają prawo do takiej decyzji. Da się w taki sposób poprowadzić pacjenta, żeby umarł we śnie? Tak. Ocena kliniczna i badania laboratoryjne dają wiedzę o zbliżającym się kresie życia chorego. Jeśli jego wolą jest uspokojenie i senność - czy wręcz sen - to możemy zmieniać stan świadomości pacjenta, podając odpowiednie leki. To prawda, że umierającym można być tydzień, można być miesiąc i można być pięć lat - bo jeśli człowiek jest przykuty do łóżka i podłączony do respiratora, a w każdej chwili może zabić go zapalenie płuc, to jest w ciągłym zawieszeniu między życiem a śmiercią, a taki stan może trwać latami. Natomiast są pewne wskaźniki, szczególnie w chorobach nowotworowych, kiedy lekarze podejrzewają, a ich podejrzenie graniczy z pewnością, że pozostało niewiele czasu przed pacjentem. Jakie? To są proste badania biochemiczne. Jeśli spada poziom albumin (co znaczy, że narasta wyniszczenie nowotworowe), a wzrastają parametry niewydolności nerek, niewydolności wątroby, pojawiają się różne zaburzenia metaboliczne i elektrolitowe, to oceniamy, że pacjentowi prawdopodobnie zostało kilka tygodni życia. Wtedy często próbujemy przekonać rodzinę, żeby wzięła pacjenta na weekend do domu, żeby z tym domem się pożegnał. Bo czasem jest tak, że nagle chory trafia przez SOR do szpitala, diagnozuje się u niego rozsianą chorobę nowotworową i praktycznie po dwóch miesiącach, licząc od stanu pełnego zdrowia, umiera. Kilka dni przed śmiercią pojawiają się kolejne symptomy, które wskazują, że pacjent umiera, i wtedy jest za późno na zmianę miejsca chorowania. Ksiądz Kaczkowski pisał o bruździe na nosie umierających. Tak, umierający człowiek ma taką charakterystyczną twarz. Zmniejsza się napięcie mięśniowe, twarz się zapada i pojawia się bruzda. Charakterystyczne jest też rzężenie przedśmiertne - język się zapada, pacjent nie może odkrztusić wydzieliny. Oddychanie połączone z ruchami żuchwy pojawia się często około osiem godzin przed zgonem, sinica obwodowa - pięć godzin, brak tętna na tętnicy promieniowej - trzy godziny przed zgonem. Pojawiają się też zaburzenia świadomości - umierający człowiek coraz więcej śpi, coraz mniej go obchodzi to, co na zewnątrz, coraz bardziej się wycofuje. Wie pani, to odwrotnie niż z noworodkiem - gdy rodzi się człowiek, początkowo prawie cały czas śpi, później ta potrzeba snu jest coraz mniejsza. Człowiek rodzi się do życia. A u jego kresu odwrotnie - zasypia. Śpi coraz więcej, aż się nie budzi. I gdyby człowiekowi nie przeszkadzać w spokojnym umieraniu, to śmierć może przyjść właśnie we śnie. Mój tata tak umarł. We śnie, kiedy trzymałam go za rękę. To musiało być trudne doświadczenie dla Pani, specjalisty od śmierci. To nie tak. Ja opiekuję się umierającymi od ponad 25 lat, właśnie przez tatę. Wcześniej pracowałam jako anestezjolog, choć i w tej specjalizacji na co dzień spotykałam się ze śmiercią. Kiedy mój tata zachorował, odkryłam w sobie umiejętność towarzyszenia umierającym. Obiecałam mu, że jego śmierć nie pójdzie na marne. I wtedy zajęłam się medycyną paliatywną. W hospicjum świętego Łazarza, gdzie współtworzyłam zespół domowej opieki hospicyjnej, a potem na oddziale paliatywnym w szpitalu. Odkryłam, że na tym polu jest wiele do zrobienia. Bo o ile mówimy o jakości życia, o tyle umieranie traktujemy jak brak nadziei na życie. A przecież też jest coś takiego jak jakość umierania. To może być ważny, piękny i poznawczy czas - dla pacjenta i dla rodziny. Dla mnie, jako lekarza, również. Powiem pani, że dzięki moim umierającym nauczyłam się żyć. Chodzić wolno, nie spieszyć się, doceniać drobne rzeczy, uśmiechać się. Zabrzmi banalnie, ale teraz żyję tak, jakby to życie miało się jutro skończyć. Mam pacjenta ze stwardnieniem zanikowym bocznym. Zachorował tuż po czterdziestce. Jest chory już dziewięć lat, z czego inwazyjnie wentylowany - sześć. Jestem u niego nawet kilka razy w tygodniu, bo on leży w domu i tam chce umrzeć. A to może stać się w każdej chwili - już z 10 razy walczyliśmy z zapaleniem płuc. I wie pani co? Nie znam wielu osób, które tak potrafią się cieszyć życiem. Siłą rzeczy, porównuję go z innymi pacjentami - bo są też tacy, którzy nie mają w sobie tyle uśmiechu i spokoju. Wielu jest takich, którzy się złoszczą, buntują, są agresywni czy popadają w marazm. Od czego to zależy? Też się zastanawiam. Wydaje mi się, że to jest kwestia dobrego życia. Lepiej umiera ten, kto za bardzo w życiu nie nabałaganił. U kogo ten bilans dobrych i złych uczynków jest na plusie. Ten, który jest z tym życiem, i z samym sobą, pogodzony. A można pogodzić się ze sobą i z życiem dopiero u jego kresu? Tak. Bardzo często chorzy mają potrzebę, żeby z kimś się pogodzić, kogoś przeprosić, komuś wybaczyć. Wracają do historii sprzed lat. Bardzo często dajemy im możliwość skorzystania ze wsparcia psychologicznego czy psychiatrycznego. Pomoc w opanowaniu lęków jest tak samo ważna jak leczenie bólu. Dlatego tak istotne jest podejście do pacjenta. Czasem pierwsze spotkanie z nim rzutuje na cały proces terapeutyczny, bo wejście w świat drugiego człowieka wymaga czasu. Ważne jest, żeby te rozmowy prowadzić tak, żeby pacjent i jego rodzina - którą też przecież otaczamy opieką - nie mieli wrażenia, że rozmawiamy z nimi szybko, byle szybciej, bo czekają na nas inne obowiązki. Warto znaleźć jakieś spokojne miejsce. Do leżącego pacjenta podchodzę i staram się usiąść, bo pamiętam, że kiedy sama leżałam w szpitalu i chirurg stanął nad moim łóżkiem, poczułam się bardzo zagubiona. W tych rozmowach z pacjentem nie możemy też używać specjalistycznego języka, żeby nie stwarzać niepotrzebnego dystansu. To niezrozumienie się może jeszcze potęgować lęki pacjenta. Andrzej Banas / Polska Press To lęki przed procesem umierania czy przed tym, co będzie potem? To lęki przed bólem, przed dolegliwościami, ale też przed tym, co będzie z moimi bliskimi, kiedy mnie zabraknie. Ale żeby to wszystko sobie przepracować, żeby oswoić umieranie, musimy najpierw zaakceptować śmierć. I nasi bliscy muszą ją zaakceptować. A czasem między umierającym pacjentem a jego rodziną tworzy się niewidzialny mur. Jedni przed drugimi boją się przyznać, że zbliża się śmierć. W tym oswajaniu się ze śmiercią nie pomaga to, że ogłosiliśmy: potrafimy walczyć z rakiem. Nie zawsze potrafimy walczyć z rakiem. Nie każdy rak jest wyleczalny. W obliczu choroby walczymy za wszelką cenę, szukamy kolejnych terapii, tak skupiając się na leczeniu, że nie przygotowujemy się na śmierć? Tak. A kiedy już wiadomo, że nic więcej nie da się zrobić, lekarze często w ogóle przestają z chorymi rozmawiać. Nie wiedzą, jak. A my uznajemy, że „przegraliśmy walkę”, a skoro przegraliśmy - byliśmy słabi, ponieśliśmy porażkę. I tu znów wracamy do tego, że śmierć jest tematem tabu. Poprosiłam swoich kolegów, internistów, by zapytali swoich chorych, co sądzą o dobrym umieraniu. A oni popukali się po głowie i powiedzieli: „Czyś ty zwariowała? My chorych nie możemy pytać o śmierć i umieranie, bo przecież by nam z gabinetów pouciekali”. Za to, gdy możliwości terapeutyczne się wyczerpują, lekarze często zbywają pacjentów sloganami: „wszystko w rękach Boga” albo „trzeba mieć nadzieję”. A czym jest nadzieja? Nadzieja, pani redaktor, jest oczekiwaniem, że spotka nas coś dobrego. W przypadku chorych to nie musi być nadzieja na wyzdrowienie, a na jakąś dobrą chwilę, spotkanie, przygodę, która może jeszcze im się przydarzyć. Często pytam moich pacjentów o marzenia. To pewnie moje zboczenie, bo od 15 lat jestem przewodniczącą rady programowej Fundacji Mam Marzenie - spełniamy marzenia chorych dzieci. Ale i dorośli mają marzenia. I z moich obserwacji wynika, że ich spełnienie - już oczekiwanie na ich spełnienie - może poprawić stan pacjenta, choć na krótko. Jakie to są marzenia? W zasadzie nieróżniące się szczególnie od tych dziecięcych. Właściwie ludzie, bez względu na to, czy mają trzy lata, 30 czy 100 - mają podobne marzenia: z kimś chcą się spotkać, gdzieś pojechać, coś przeżyć, coś dostać. Grunt to rozmawiać z pacjentem. A, niestety, teraz istnieje ogromny problem komunikacji między pacjentem a lekarzem. Lekarze, również przez biurokrację, mają na rozmowę z pacjentem coraz mniej czasu. Jest też problem z zaufaniem do lekarzy. Kiedyś to był zawód zaufania publicznego, ufało nam ponad 90 proc. społeczeństwa. Ostatnie badania prof. Czaplińskiego wskazują, że już tylko 46 procent. 40 lat temu, gdy zaczynałam pracę jako anestezjolog, żaden pacjent nie wątpił, że ja chcę dla niego jak najlepiej. W dobie wszechmocnego i wszechwiedzącego doktora Google’a i spraw sądowych wytaczanych lekarzom to się zmienia. Ostatnio moją koleżankę z oddziału paliatywnego oskarżono niemal o morderstwo, o eutanazję, bo powiedziała, że nie ma sensu żywić pacjenta pozajelitowo. A czy należy przedłużać człowiekowi umieranie? To już pytanie filozoficzne. Nie. To jest pytanie praktyczne i odpowiedź też prosta: należy zapytać pacjenta. Rozmawiać z chorym. Jakie cudowne rozmowy o umieraniu można prowadzić z niektórymi pacjentami. Mówię im: możemy zrobić to lub to, ale jeśli zaczął się już czas umierania, to proszę mieć świadomość, że różne terapie przedłużają ten czas. I wielu chorych, jeśli nawiąże się z nimi odpowiednią relację, jest w stanie powiedzieć, jak ma wyglądać ich kres życia. Inna sprawa, że to czasem rodzina, a nie pacjent, naciska na żywienie pozajelitowe lub stosowanie kolejnej terapii, która i tak nie daje szans na wyleczenie ani na poprawę stanu ogólnego. Spotkałam też takie rodziny, które uczciwie mówiły: pani doktor, proszę zrobić tak, żeby babcia lub dziadek żyli do końca miesiąca, bo wtedy przychodzi emerytura. Jak oni potem mogą spojrzeć sobie w lustro?! Ja bym się bała, że jakaś wyższa siła mnie za to pokarze. Żyję dłużej niż pani, jestem więc mniej skłonna do tak ostrych ocen. Ale to zdanie pacjenta, a dopiero w drugiej kolejności rodziny powinno być najważniejsze. Bliscy powinni szanować wolę umierających. I może czasem, zamiast skupiać się na odwlekaniu na siłę momentu śmierci, zdać sobie sprawę, że ważniejsze od tego, kiedy ta śmierć nadejdzie, jest to, jak będzie wyglądać umieranie. Ludziom wierzącym umiera się łatwiej? Z moich doświadczeń wynika, że ewidentnie tak. Sama jestem osobą wątpiącą, choć obcowanie z umierającymi rozwija moją duchowość i budzi nadzieję, że może jednak nie jesteśmy na tym świecie zupełnie sami. Widzę też, że osoby głęboko wierzące lepiej znoszą wszelkie niedogodności choroby, łatwiej akceptują umieranie, nie nalegają na stosowanie procedur niewspółmiernych do sytuacji klinicznej. Odchodzą spokojnie. A czy fakt posiadania dzieci, wnuków ułatwia umieranie? Nie chodzi mi nawet o wymiar praktyczny, żeby mieć kogoś, kto poda szklankę wody albo potrzyma za rękę… Tylko o to, czy zostawiając kogoś na tym świecie, łatwiej jest z niego odchodzić? Tak. Bo patrząc z ewolucyjnego punktu widzenia przekazywanie genów jest w pewnym sensie zapewnieniem sobie nieśmiertelności. Tak. Trudniej odchodzi się osobom, które nie zostawiają na świecie tej cząstki siebie. Sama jestem babcią i widzę, że nadaje to inny wymiar życiu. Pytam mojego małego wnuczka: gdzie są moje geny? I on pokazuje, że tu, że w nim. Geny to jednak przedziwna rzecz - patrzę na swoje wnuki i widzę znajomy grymas twarzy, miny, sposób marszczenia czoła. I to na pewno łagodzi wizję śmierci. Czego żałują umierający? Tego, że nie zdążyli kogoś przeprosić, czegoś wyjaśnić, gdzieś pojechać, czegoś jeszcze spróbować. Że gonili, nie celebrowali chwil, nie potrafili cieszyć się drobnymi i dużymi radościami. Że stawiali na tytuły i pieniądze, a nie na relacje. Że poświęcali czas na zdobywanie kolejnej rzeczy, na przygotowywanie sobie życia tak, żeby było wygodne i dostatnie - a zabrakło czasu na samo życie.
kreska na nosie przed śmiercią